*buntu
May 5, 2009 o 00:02 | W kategorii Übergeekery | Permalink | Kanał RSS postu. Trackbacki i komentarze wyłączone.Stało się. Kilka miesięcy temu dostałem gruby list od Canonical. Odpaliłem starego laptopa, pomieszałem z partycjami i… szaleję na Ubuntu. Na domiar złego na netbooku zainstalowałem Xubuntu. Nie żebym zastrzelił zarazę zwaną Vistą czy pogrzebał dziadka XP, po prostu kiedy nie muszę używać pakietów Adobe raz na ileś siedzę na systemie który można nazwać nieślubnym dziecka Apple i Microsoftu. Bękartem tego nazwać nie można bo działa, wygląda znośnie no i coraz więcej dość fajnego oprogramowania pojawia się na necie. Żeby nie odstawać od reszty jest emulator Windowsa pod dość wymowną nazwą Wine, żeby nie być gorszym od Apple muzykę można streemować i słuchać na Songbirdzie. Oprócz tego dostępne są paczki instalujące wszystko co potrzebne do komunikacji – Firefoxa, różnej maści komunikatory (w tym Skype). System ma jeszcze dużo bugów. Nie są może one na tyle przeszkadzające by się od razu denerwować ale jeszcze pełnego komfortu pracy niestety nie ma. Dla mniej zaawansowanych pożeraczy netu używanie konsoli do wklepywania komend może być za trudne (a jest do opanowania w pół godziny jak się przyłożyć).
Po rozstroju nerwowym z Vistą i oślizgłości OSX’a miałem nadzieję że tak chwalony Ubuntu przedstawi jakąś alternatywę. Jak na razie sprawdza się jako maszynka dla hardkorowych koderów, nic więcej. Czekam na wersję 15.0 pewnie będzie można dokupić już na nią Photoshopa.

Jeden komentarz
Hardcore’owych koderów? No bez przesady. Moja szwagierka działa na Ubuntu, moja mama i tata działają na Ubuntu, żona działa na Ubuntu, znajomi też. Nigdy nie widziałem, żeby choć konsolę odpaliły
Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia i łutem szczęścia, że sprzęt zadziała bez problemów. Bo o ile do uruchomienia sprzętu pod Windowsem jest fachowiec w każdej bramie bloku, o tyle do tego samego pod Linuksem jest się zdanym na własne siły i internet.